Armia Idiotów – Marsz Niepodległości 2014

Grupy sympatyków marszu zaczęły się gromadzić na mieście od wczesnych godzin porannych. Do godz. 14 dominowały mniej lub bardziej liczne skupiska przyjezdnych, które podziwiały swoją stolicę tagując mury vlepkami klubowymi, by już za chwilę przystąpić do jej dewastacji.

To o vlepkach klubowych jest bardzo ważne, bo przytłaczająca część uczestników marszu wywodziła się z grup kibicowskich. Z czasem zaczęły się pojawiać także liczne delegacje zagranicznych neofaszystów. Podczas gdy grupy zagraniczne trzymały się w cieniu, wycieczki z Polski paradowały głównie po sklepach z alkoholem.

z16948835AA (1)Po 14.00 na mieście panoszyło się już sporo oddziałów Straży Marszu Niepodległości, paramilitarnej formacji narodowców, która jak sama pisze, wzoruje się na neonazistowskiej partii Złoty Świt z Grecji. Ku naszemu zaskoczeniu, policja przekazała jej większość swoich kompetencji w okolicach Marszu. „Strażnicy” swobodnie zamykali i otwierali ulice, ku wściekłości niektórych ludzi, którzy musieli szukać innych przejść, ale także części spóźnionych kiboli, co już na wstępnie podgrzało atmosferę. Wobec tych ostatnich Straż zachowywała się różnie po rozpoczęciu pochodu, w zależności kto dowodził danym oddziałem – być może tu także wzięły górę względy klubowe, bo sekcje Straży były podzielone względem miast. Zarejestrowano wtedy pewne pozdrowienie, widoczne na zdjęciu obok.

zarynMarsz wyruszył z niewielkim opóźnieniem po godz. 15.00. Po pierwsze, był duży, początkowo około 25 tysięcy uczestników, później więcej. Po drugie, wyglądał zupełnie inaczej niż w poprzednich latach. Począwszy od roku 2011, tradycją było to, że Marsz Niepodległości dzieli się na dwie części – „bojową” kiboli, neonazistów oraz całkiem liczną, spokojną z udziałem rodzin z dziećmi, intelektualistów, ludzi starszych. Teraz uległo to zmianie; po zeszłorocznych zadymach, większość tych drugich słusznie bała się wychodzić na ulice 11 listopada lub po prostu zniechęciła się do organizatorów marszu jeszcze bardziej niż w 2012. Okazało się przy tym, że profesor Jan Żaryn pozostaje wierny do końca 🙂

Start Marszu na Al. Jerozolimskich przypominał wyjście podburzonej bojówki z przegranego meczu. Dzieci płakały na chodnikach od wybuchów tysięcy petard, race uniemożliwiały oddychanie, w okolicznych samochodach włączyły się alarmy. Przytłaczająca większość demonstrantów była nastawiona na konfrontację i już po kilku minutach wszystko wymknęło się spod kontroli, dochodziło do przepychanek kibiców ze Strażą Marszu. Uczestnicy olewali hasła rzucane z platform, a głównym hitem uczynili „RUSKA K***A AAEEOOEEOOOO AEAEEOOEEOOOO!” (co jak wiadomo nie jest po myśli RN, ostatnio odgrywającego rolę pożytecznych idiotów Putina).

Żądni dobrego kontentu dziennikarze natychmiast rzucili się do fot i czekało ich niemiłe rozczarowanie – kto wyciągnął aparat był natychmiast konfrontowany z ludźmi w komiarkach; w pierwszej kolejności oberwało się fotografowi Gościa Niedzielnego, potem dziennikarzom TV Republika, wreszcie… reporterowi Ruchu Narodowego (http://youtu.be/OPYjUL4gO6c).

Niezrozumiałe do teraz pozostaje dla nas zachowanie bojówki Legii Warszawa. Od samego początku była nastawiona do marszu dość agresywnie – w ogóle nie stawiła się na miejsce zbiórki, lecz dołączyła w sile kilkuset zamaskowanych osób, w biegu, z ul. Kruczej, szybko wysuwając się na czoło Marszu i zaczynając zamieszki na Powiślu. Na to tylko czekali sportowcy z innych miast, zachęceni inicjatywą Legionistów. W pierwszej kolejności doszło do starć między kibolami, a Strażą Marszu, potem między kibolami różnych klubów, tuż przed wejściem na most z policją, a potem zapanował już absolutny chaos i Winnicki w panice wypuszczał kolejne przezabawne komunikaty o anarchistycznym komando. Tam gdzie akurat nie było policji i dziennikarzy, patrioci wyładowali się na rowerach miejskich, kosztach na śmieci oraz przystankach. Do finałowego punktu Marszu dotarła ok. połowa ludzi, reszta rozlała się po Pradze lub utknęła na zadymach przy stadionie. Już na scenie kłamstewka Winnickiego posypały się jak domek z kart, bo Marian Kowalski i Adam Małecki przyznali, że to ich ludzie wywoływali zamieszki (na drugi dzień zmienili zdanie i dopisali do podejrzanych dziennikarzy Frondy i policyjnych prowokatorów, ale to inna sprawa http://youtu.be/1HzRn5s1AMw). W opadającym dynie ludzie zaczęli rozchodzić się do domów, a marszowe zamieszki wygasły ok. godziny 20-21.

Co dalej? Przekucie siły dziesiątek tysięcy zwalczających się wzajemnie zadymiarzy w głosy wyborcze, będzie raczej karkołomnym zadaniem i o to martwić się nie trzeba. Prawdziwą armią idiotów jest natomiast rosnący obóz owieczek Ruchu Narodowego. Jak pokazuje masowy, szczery, wręcz histeryczny entuzjazm pomarszowy na popularnych stronach nacjonalistycznych, ci ludzie przeszli już takie pranie mózgów, że choćby sam Bosak z Zawiszą podpalali miasto pochodniami, oni i tak uwierzą w lewacką/masońską/policyjną prowokację. To oni będą posłusznie oddawać swoje głosy, to oni będą brać udział w ideologicznych atakach, bo większość kiboli ma ideologię w nosie. W jaki sposób dotrzeć do tych fanatyków, którymi są głównie młodzi ludzie? Niestety, my na to szansy nie widzimy. Walka z „gender” i „komuną” do reszty przeżarła im rozum i sumienia. Jak niedawno pisała polska Antifa, najlepiej mieć nieistniejących wrogów: wtedy walka jest łatwa i nigdy nie można jej przegrać. Wydaje się, że to zbyt kusząca perspektywa dla tysięcy młodych narodowców, by można mieć nadzieję, że ją porzucą i zaczną myśleć samodzielnie.

Reklamy

Posted on Listopad 19, 2014, in Polska, Przemoc and tagged , . Bookmark the permalink. 2 komentarze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: