Słuchajmy antyfaszystów

Czy zamiast odcinać się od „diabolicznych potworów” nie powinniśmy próbować zrozumieć, dlaczego nacjonalizm rośnie w siłę? – spytała Kaja Puto w swoim artykule broniącym żenującego reportażu jaki stał się niedawno okładką Dużego Formatu. Na pewno powinniśmy, ale bierne powielanie ich dyskursu jeszcze nikomu w tym nie pomogło.

Jesteśmy aktywni w działalności antyfaszystowskiej od wielu lat, w różny sposób. Nie zgadzamy się ze stwierdzeniem, że nacjonalizm rośnie w siłe, gdyż są to zależności o wiele bardziej skomplikowane niż relacja „wzlot” i „uspadek”. Od końca lat 80. zmienia się sytuacja oraz rola nacjonalizmu w bierzącej polityce. Zagadnienie powinno być raczej obiektem analiz dla socjologów, a nie tematem wydawania opinii przez publicystów, mających niewielkie pojęcie o społeczeństwie oraz nacjonalizmie.

Przejdźmy jednak do meritum i zadajmy sobie pytanie: dlaczego odnosimy wrażenie, że nacjonalizm rośnie w siłę? Przed 2012 rokiem nacjonaliści nie byli na stałe osadzeni w dyskursie, jednak sukces Marszu Niepodległości ochoczo wspieranego przez całe prawicowe spektrum od portalu „Blood & Honour” po dziennik „Rzeczpospolita” zaowocowało wejściem przywódców Ruchu Narodowego na łamy telewizji. Przodował w tym Polsat, który zapraszał przedstawicieli skrajnej prawicy do programów publicystycznych w porywach nawet do kilku razy w tygodniu.

Należy w tym miejscu zaznaczyć, że szeregi polskiej prawicy wbrew pozorom nie powalają swoją skalą. Marsze z okazji rocznicy urodzin ONR (gdzie każdy członek organizacji ma odgórny obowiązek się stawiać) nie przekraczają liczby 300 uczestników. Imprezy Młodzieży Wszechpolskiej są nawet mniejsze. W okresie nachalnego promowania skrajnej prawicy w mediach, prof. Rafał Chwedoruk z Uniwersytetu Warszawskiego powiedział w rozmowie z Wirtualną Polską: Rola marszu organizowanego przez ONR została wyolbrzymiona przez media. Przed 2011 rokiem przyciągał 100-500 osób. Mamy w Polsce dziesiątki prawicowych i lewicowych organizacji, od Frondy, po Związek Syndykalistów Polskich, które wykonują ciekawą intelektualnie i społecznie misję, funkcjonują gdzieś na obrzeżach polityki i nic o nich nie możemy usłyszeć, a wystarczy wygłosić parę kalumni w retoryce lat 30., przyozdobić to mieczykiem Chrobrego, czy krzyżem celtyckim i od razu coś takiego znajduje się w przestrzeni publicznej. Mamy do czynienia z farsą w sensie społecznym. Farsą jakiej nie ma w krajach, w których skrajna prawica jest dużo silniejsza niż w Polsce, ale nie jest traktowana z taką nabożnością i powagą.

Farsa w dalszym ciągu się powtarza, a winę za to ponoszą bezpośrednio dziennikarze, chociaż pośrednio również przedstawiciele środowisk lewicowych, liberalnych i antyfaszystowskich przystępując do dialogu ze skrajną prawicą. Legitymizując jej głos, uznają faszyzm za integralnego uczestnika debaty. Taki dialog nigdy nie prowadzi do niczego sensownego, a sama próba jego podjęcia jeśli nie jest zwykłą głupotą, jest po prostu hańbą. Nie mamy z nimi wspólnej ojczyzny, ponieważ Polska z całą swoją historią i tradycją nie ma nic wspólnego z faszystowską teorią Katolickiego Państwa Narodu, a patriotyzm pojmowany przez narodowych radykałów to wierność wobec państwa tylko pod warunkiem, że znajduje się w ich władaniu. O tym jak mało ma z tym wspólnego nasze podobno prawicowe społeczeństwo pokazał cykl porażek wyborczych Ruchu Narodowego. Wprowadził swoich pięciu posłów do Sejmu na plecach dwóch celebrytów: Pawła Kukiza i Piotra Liroya-Marca, a nie w oparciu o ideę narodową i poparcie społeczne dla swojej własnej partii.

Nacjonalizm może jednak urosnąć w siłę, gdy za tubę propagandową posłużą mu media mainstreamowe, a reportaże takie jak ten od którego zaczęliśmy dyskusję skutecznie oswajają opinię publiczną ze skrajną prawicą. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Autorka oznajmiła, że w dniu swoich urodzin otrzymała list od działaczek KOD-u, w którym te oświadczyły że zgadzają się z poglądami działaczek nacjonalistycznych i bardzo chciałyby się z nimi spotkać.

W tekście Kaji Puto broniącej reportażu czytamy: Autorka oddaje w tekście swoim bohaterkom wiele miejsca, by mogły wyjaśnić swoje motywacje. Każda inna postawa byłaby nie tylko poważnym odstępstwem od etyki reporterskiej, ale i wywołałaby dobrze już znany skutek uboczny – jeszcze silniejsze zwarcie prawicowych szeregów przeciwko „histerii elit”. Prawica doszła do władzy za pomocą kombatanckiej legendy o byciu wyklętym przez mainstream, a dziś używa tych samych narzędzi, by wzmacniać swoje poparcie. I kto na tym przegrywa?

W pracy reportera ważna jest nie tylko etyka, lecz także przygotowanie merytoryczne, którego zupełnie zabrakło w tym przypadku. To nacjonalistki poczyniły staranne przygotowania pijarowe, żeby wypaść w korzystnym świetle, a w samym reportarzu mamy wyłącznie ich słowa nie opatrzone niczym więcej. Autorka nie zadała ani jednego kłopotliwego pytania, ani nie zestawiła wypowiedzi nacjonalistek z żadnymi niewygodnymi faktami. Tak oto promujący narodowy socjalizm magazyn „Szturm” stał się „gazetą narodowo-radykalną” w której pisuje jedna z pięknych wszechpolek, a klub sportowy Fanga jest klubem sportowym gdzie kobiety mogą uczyć się bronić przed przemocą domową i uliczną, mimo iż w istocie jest wylęgarnią neonazistów o czym można się przekonać w pięć minut zaglądając na portale nacjonalistyczne lub czytając nasze publikacje.

Antyfaszyści od dawna nie mają w Polsce łatwo z dziennikarzami, w tym dziennikarzami Gazety Wyborczej. Doceniając zasługi wielu z nich, autorów świetnych materiałów dotyczących ruchu Blood & Honour oraz kontaktów międzynarodowych Ruchu Narodowego, należy pamiętać że inni ich koledzy uczestniczyli przed laty w medialnej nagonce na środowiska antyfaszystowskie. Wiele naszych publikacji było wysyłanych do dziennikarzy i ich współpracowników różnych redakcji, czego efektem było nagłośnienie wielu skandali. Jednak o wiele trudniej jest dziś przebić się, gdy jest się w posiadaniu materiałów kompromitujących skrajną prawicę, niż pochwalić się na łamach Gazety słuchaniem Mozzarta pod prysznicem, zebraniem liczby 150 podpisów pod petycją czy wieczornym wyjściem do klubu Glam.

W konsekwencji od tygodnia wtłacza się społeczeństwu do głowy fałszywy obraz pożytecznych społecznie nacjonalistów którzy „jako jedyni pomagają biednym i wykluczonym”, zgadzających się z nimi opozycjonistów anty-PiS i lewicowców, którzy siedzą w tym czasie w klubie Glam. Brakuje w tym obrazie jak zwykle społeczniktów związanych nie tylko z ruchem związkowym czy lokatorskim, lecz także ruchu feministycznego, aktywnego w ostatnich dwóch latach na wyjątkowo szerokim froncie – zawsze w opozycji wobec skrajnego kulturowego konserwatyzmu i nacjonalizmu.

Reklamy

Posted on Marzec 17, 2018, in Antyfaszyzm, No Platform, Ręka Rękę Myje and tagged , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: